Po mojemu.

Znów zawitałam!

Jestem już trochę starsza, zmieniłam się, a ten blog nadal jest na swoim miejscu... Obiecałam sobie nie pisać już tu, ale sentyment mnie tu przywiódł. Może dodawanie notek będzie łatwiejsze. Tęskni mi się za takim pisaniem. 

 

Człowiek potrzebuje być, w czyjejś głowie, w czyimś świecie. Temu nie zaprzeczy nikt. Tylko dlaczego często zaprzeczamy samemu sobie? Nie rozumiem tego nawet ja. Może za mało znam życie. Tak po prostu. Wydaje Ci się, że żyjesz, a tu jedynie nędzna wegetacja. Czasem jesteś podlany przez nic nieznaczącą dla Ciebie osobę. I znów życie przez Ciebie płynie, by za chwile znów zniknąć, jak kamfora. Tak naprawdę, to trzeba stałego źródła zasilania i dlatego, wielu chciałoby umrzeć z miłości.

 

Miłość cierpliwa jest, nie unosi się gniewem, we wszystkim pokłada nadzieję. Miłość to dawanie z siebie. Kto nie chce dawać i brać ten nie kocha. I tak naprawdę nie chodzi wcale o branie, ale o DAWANIE. Wszak dawać jest o wiele przyjemniej niż brać, mylę się?